Notowania złotego zbliżone do poniedziałkowych

Złoty po wahaniach wrócił we wtorek do notowań z poniedziałku - zwracają uwagę analitycy. Ich zdaniem nie można wykluczyć lekkiego osłabienia euro i umocnienia franka w kolejnych dniach. Ok. godz. 17.30 za euro trzeba było zapłacić 4,03 zł, za dolara - 3,60 zł, a za franka szwajcarskiego - 3,89 zł.

Kamil Maliszewski z DM mBanku zwrócił uwagę, że pierwsza część dnia przebiegła pod znakiem umocnienia dolara oraz wyraźnej słabości europejskiej waluty, co odwróciło się jednak po słabszych odczytach za oceanu.

"W tym otoczeniu EUR/PLN kosztował dziś nawet 4.01, aby na koniec dnia para powróciła powyżej poziomu 4.03, gdzie kończyła się wczorajsza sesja. Nie zmienia to jednak naszych oczekiwań dotyczących ponownego spadku EUR/PLN w okolice okrągłego poziomu 4 PLN jeszcze w tym tygodniu" - zaznaczył Maliszewski.

Jego zdaniem wtorkowe dane z USA okazały się mieszane. "Bilans handlowy wykazał największy deficyt od 6 lat i widać wyraźnie, że silny dolar oraz strajki w portach znacząco wpłynęły na wymianę handlową w marcu, a piętno tego pierwszego czynnika będzie mogło utrzymywać się w dłuższej perspektywie. Lepszy od oczekiwań okazał się z kolei wskaźnik ISM dla sektora usług, który wskazuje, że nastroje wśród menadżerów i ich oczekiwania co do przyszłej sytuacji są pozytywne" - wskazał Maliszewski.

Podkreślił, że w tym tygodniu spodziewane są jeszcze dane z rynku pracy w USA i "z tego względu możemy być świadkami dużych wahań USD/PLN, które powinny zamykać się w przedziale pomiędzy 3.60, a 3.65, natomiast kierunek na najbliższe tygodnie poznamy najprawdopodobniej dopiero w piątek".

Z kolei pewne umocnienie franka szwajcarskiego wobec złotówki można, zdaniem analityka, tłumaczyć pogarszaniem się nastrojów na światowych rynkach i niepokojącymi wypowiedziami w sprawie porozumienia dotyczącego pomocy dla Grecji. "Nie można więc wykluczyć obecnie ponownego podejścia w stronę 3.90 na CHF/PLN" - uważa Maliszewski.

Konrad Ryczko z DM BOŚ wskazał, że choć notowania złotego oscylują wokół wartości poniedziałkowych, warto zwrócić uwagę na dynamiczną zwyżkę rentowności polskiego długu – ceny obligacji spadały w ślad za analogicznym ruchem papierów amerykańskich. "Pokazuje to, iż kształtowanie się nastrojów wokół PLN oraz polskiego długu zależeć będzie w najbliższym czasie od czynników zewnętrznych m.in. w postaci FED oraz powracającego tematu Grecji" - zaznaczył.

Na wątek Grecji zwrócił uwagę także inny analityk z DM BOŚ Marek Rogalski, przekonując, że rynki na razie nie reagują na informacje z Grecji, choćby na nieoficjalne wypowiedzi przedstawicieli Komisji Europejskiej, że przedstawione przez nich prognozy gospodarcze dla Grecji są zbyt… optymistyczne, a kraj najprawdopodobniej będzie musiał się zmierzyć ze spiralą recesji i ponownego wzrostu zadłużenia.

"Brak większej reakcji rynku na informacje z Grecji można tłumaczyć tym, że inwestorzy przyzwyczaili się już do tego, że +grecki serial+ trwa cały czas. Tylko, że kiedyś musi się zakończyć. Europejscy decydenci wykonali na przestrzeni ostatnich miesięcy niezłą wizerunkową robotę, co sprawiło, że rynek kupił to, że bankructwo Grecji nie będzie równoznaczne z opuszczeniem strefy euro, a potencjalny finansowy chaos nie rozleje się na inne kraje. Pytanie, jednak, czy należy w to bezkrytycznie wierzyć?" – podsumował Rogalski.