Niechętnie podbijamy rynki rozwijające się

\

W zeszłym roku polscy eksporterzy wysłali w świat około 1300 ton kart do gry wartych 26 mln zł. Tyle samo wszystkie nasze firmy zarobiły na sprzedaży do Wenezueli, niewiele mniej do Chile...

Na Polinezję Francuską powędrowało z Polski kilka tysięcy sztucznych zębów. W chusteczki znad Wisły wycierają nosy mieszkańcy Libii, Mongolii, Omanu i Turkmenistanu. Do Sudanu i Somalii trafiają najprostsze silniki spalinowe do pomp wodnych. Ale wolelibyśmy, żeby w naszej ofercie eksportowej dominowały produkty bardziej zaawansowane technologicznie. I, jeśli mają one być sprzedawane poza Europą, do krajów odległych i egzotycznych, by trafiały na rynki najlepsze z biznesowego punktu widzenia.

- Produkty naszych firm są już obecne we wszystkich zakątkach świata - potwierdza Wojciech Pobóg-Pągowski, dyrektor departamentu Promocji i Współpracy Dwustronnej Ministerstwa Gospodarki. - Ale, według mnie, wśród tak zwanych „krajów dalekich” jest tylko około 20, które mają naprawdę duży potencjał konsumpcyjny i których jeszcze nasi eksporterzy nie odkryli. Dlatego promujemy współpracę właśnie z nimi.

Przegapiona Azja

Motto „Lepiej późno niż wcale” jak ulał pasuje do opisu naszej współpracy gospodarczej z Chinami. Gdy zachodnie firmy dotarły tam z towarami i inwestycjami już na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, nasze zaczęły się pojawiać w Państwie Środka dopiero przed dekadą. I to nieśmiało. Dziś, owszem - nasze relacje z Chińczykami są już rozbudowane. Ale asymetryczne.

- Mamy 15 tys. firm importujących z Chin i tylko 300 firm eksportujących na tamtejszy rynek - przypomina wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik.

Polski eksport do Chin jest ponad 10 razy mniejszy niż import. Fakt: problemy ze zbilansowaniem obrotów z Chinami mają niemal wszyscy. Ale w naszym przypadku dysproporcja jest jednak zbyt duża. Podobne jest z Koreą Południową, z Malezją, Indiami czy Kazachstanem.

Najbardziej obiecująco układają się nasze kontakty handlowe z Wietnamem. - A to dlatego, że Wietnam rozwija się najdynamiczniej w regionie, otwiera się na Zachód, a Polskę zna tam kilkudziesięciotysięczna rzesza absolwentów polskich uczelni i reemigrantów, często wysoko ulokowanych w strukturach administracji i gospodarki - podkreśla Sławomir Majman, prezes PAIiIZ. - Poza tym Wietnamczycy potrzebują akurat tego, co my możemy im sprzedać.

Nas interesuje na przykład eksport wyrobów przemysłu maszynowo- elektrycznego, w tym tych dla sektora wydobywczego, co akurat współgra z planami rozbudowy wietnamskiego górnictwa.

Wietnamem warto się zainteresować także dlatego, że UE prowadzi z Hanoi negocjacje w sprawie umowy o wolnym handlu (FTA). Gdy zacznie ona obowiązywać, a powinna od połowy 2017 r., obniżone zostaną cła na 65 proc. towarów (później redukcja obejmie nawet 90 proc.).

W kategorii rynków mniejszych, ale za to zasobnych i perspektywicznych, znajduje się Mongolia. Jej rozwój napędzają dochody z przemysłu wydobywczego; stopa wzrostu mongolskiego PKB wyniosła w ubiegłym roku 12 proc.

Język polski zna biegle ponoć 1000 Mongołów. To przede wszystkim ci, którzy studiowali na polskich uczelniach, poznali naszą kulturę i... kuchnię. Pewno między innymi dlatego tamtejszy rynek zdominowały polskie ogórki i sałatki. W ogóle nasze wyroby spożywcze stanowiły w 2014 r. 1/3 całego polskiego eksportu do Mongolii.

Ochronę interesów gospodarczych naszych firm na tamtejszym rynku gwarantują umowy podpisane z rządem w Ułan Bator. Prezydenci obu krajów trzykrotnie składali sobie wizyty w ciągu ostatnich 15 lat. A jednak te wzajemne kontakty nie przynoszą większych korzyści biznesowych. Ministerstwo Gospodarki po analizie mongolskiego rynku stwierdza: „Realistycznie należy oceniać, że perspektywy na znaczne podwyższenie poziomu obrotów są niewielkie. Inicjatywy mongolskie, zapraszanie polskiego biznesu do inwestowania, nie przynoszą, jak dotychczas, większego zainteresowania”. Szkoda.

Bliższy niż się wydaje

Całkiem zachęcająco wyglądają natomiast perspektywy naszych eksporterów kierujących wzrok ku krajom leżącym na niespokojnym politycznie pograniczu Europy, Azji i Afryki.

- Rynek bliskowschodni przyciąga naszą uwagę wielkością trwających tam obecnie i planowanych inwestycji w infrastrukturze torowej - mówi Krzysztof Niemiec, wiceprezes zarządu spółki Track Tec. - Szczególnie widać je w krajach Półwyspu Arabskiego.

Track Tec pojawił się w tamtej części świata, realizując kontrakt na dostawę rozjazdów do Turcji. Potem podpisał podobną umowę z Arabią Saudyjską. I to nie jest ostatnie słowo tej firmy.

Równie optymistycznie brzmią także inne opinie i analizy dotyczące naszych szans eksportowych i możliwości podejmowania współpracy inwestycyjnej z krajami Bliskiego Wschodu.

- Najważniejszym pozostaje obecnie rynek Zjednoczonych Emiratów Arabskich z jego wysoką dynamiką wzrostu obrotów, która sięga nawet 50 proc. rocznie - podkreśla Wojciech Pobóg-Pągowski. - Emiraty otworzyły się na świat, w pewnym stopniu są gospodarczym hubem reeksportującym towary wzorem Hongkongu i Singapuru.

W 2014 r. polski eksport do ZEA sięgnął 1,13 mld dol. To dwuipółkrotny wzrost od roku 2009. Dominują w nim aparaty telefoniczne dla sieci komórkowych i sprzęt elektroniczny, a wśród największych ich sprzedawców są między innymi: Action, ABC Data, Euro-Net i Komsa Polska. Atrakcyjna jest też oferta produktów tytoniowych i cukierniczych Imperial Tobacco Polska i Ferrero Polska oraz elektrod i bloków grafitowych spółki SGL Karbon Polska.

Łączną wartość naszych inwestycji bezpośrednich w ZEA szacuje się na 150 mln dol. Działają tam polskie przedsiębiorstwa z branży naftowo- -gazowej, budowlanej (Librus), instalacyjnej (Sergas), usług geodezyjnych, urządzeń klimatyzacyjnych (VTS Clima), mebli (MDD) i opakowań metalowych - Can-Pack wybudował tam w 2005 r. wytwórnię puszek.

Spektakularnym przedsięwzięciem było założenie w Dubaju spółki deweloperskiej przez Kulczyk Investment House czy też wzięcie udziału jednego z polskich przedsiębiorców w budowie fabryki fluoru Gulf Fluor w Abu Dhabi.

Nieco skromniejsze stosunki handlowe utrzymujemy z Arabią Saudyjską. W 2014 r. wzajemna wymiana wyniosła 755 mln dol., przy czym wartość naszego eksportu sięgnęła kwoty prawie 695 mln dol. Arabia Saudyjska jest najbardziej rozwiniętym gospodarczo krajem regionu - wytwarza 25 proc. PKB całego świata arabskiego. Dysponuje znacznymi zasobami kapitałowymi i największym potencjałem importowym. Możemy zatem liczyć na wzrost eksportu produktów rolno-spożywczych, wyrobów przemysłu drzewno-papierniczego, chemicznego, metalurgicznego i obronnego, a także na zainteresowanie naszymi usługami związanymi z projektowaniem i wykonawstwem obiektów energetycznych i linii transmisyjnych. Dużo do zaoferowania mają również nasze przedsiębiorstwa z sektora przemysłu maszynowego, z branży telekomunikacyjnej i ochrony zdrowia.

W Omanie (polski eksport - 77,6 mln dol. w 2014 r.) i Katarze (53,5 mln dol.) jest trudniej. Wśród barier administracyjnych czyhających tam na potencjalnych eksporterów nasi dyplomaci wymieniają brak przejrzystych przepisów regulujących dostęp do zakupów publicznych, skomplikowane formalności związane ze składaniem dokumentów celnych, zatrudnianiem obcokrajowców i prowadzeniem działalności biznesowej. Na gospodarczej mapie Omanu znajdziemy jednak między innymi PKN Orlen, Geofizykę Kraków, spółki Procter & Gamble, Ferrero Polska, SGL Carbon Polska, Volvo Polska, Krajową Spółkę Cukrową, Olimp Laboratories, Nowy Styl, Inglot.

Polsko-katarskie relacje gospodarcze nasze placówki dyplomatyczne określają „jako umiarkowane, aczkolwiek mające solidne podstawy do dalszego rozwoju”.

Spójrzmy dalej na wschód: Iran. - Duże nadzieje wiążemy ze zniesieniem embarga gospodarczego wobec Teheranu - przyznaje Wojciech Pobóg-Pągowski.

Ministerstwo Gospodarki uruchomi w październiku program promocyjny Go Iran. Indie już rozpoczęły tam realizację kolejowych inwestycji infrastrukturalnych, Szwajcarzy podjęli rozmowy w sprawie normalizacji stosunków gospodarczych, a Rosjanie zabiegają o kontrakty zbrojeniowe…